9 lutego 2013 w Calgary w obecnosci Cioci Gosi i kolegi Bena odbyl sie nasz slub cywilny. Sama ceremonia byla bardzo krotka, raczej "na luzie" a po wszystkim udalismy sie na dobra kolacje do Himalayan Restaurant.
10 lutego 2013 zaprosilismy do naszego domu przyjaciol by razem obchodzic dzien zawarcia zwiazku malzenskiego oraz moje urodziny. Przyszli: ciocia Gosia, Zosia, Marta, Przemek, Alex, pani Basia (mama Marty), Mathieu, Darby, Tomoko, Robert, Kacper i Timon. Bylo bardzo milo. Jedzenie zafundowal Eric (wieprzowinie, chow mein oraz spring rolls wedlug przepisu z Filipin). Tort zamowialam w Mercato ale to byl niewypal. Caly bialy, strasznie slodki, a do tego z duza warstwa masla na wierzchu.
11 lutego 2013 nic specjalnie sie nie wydarzylo oprocz bardzo burzliwych rozmow z Ericiem na temat przyszlego domu/mieszkania/kredytu hipotecznego.
Nasza dyskusja byla raczej tragiczna i wylalismy tego wieczoru duzo lez.
14 lutego - Walentynki. Nareszcie Erickowi przypomnialo sie, ze lubie kwiaty i przeslal mi do banku roze.
Ostatnie dni mijaja nam na ostatnich przygotowaniach do slubu - Ustalaniu ostatecznej listy gosci, rozmowach z ksiedzem w sprawie sceneriuszu Mszy Swietej, drukowaniu Mszy Swietej, zastanawianiu sie gdzie zaginely nasze metryki chrztu i inne dokumenty, ktore juz dawno powinny byc w Kurii w Lodzi.
Troche zaczyna byc to wszystko stresujace i najchetniej wrocilabym juz do normalnosci.