Saturday, 20 October 2012

Raport z wycieczki

Do pięknego Nepalu przylecielismy z dalekiej Kanady 13 października. Na lotnisku w Kathmandu przywitał nas uśmiechnięty Lucjan Sztaba z BT Gaudeamus. Od tego momentu wszystko jest niesamowite i wszystko pozostanie w naszych pamieciach na zawsze.
Pierwszego dnia poznajemy nieco chaotyczne Kathamndu. Takiego ruchu na ulicy jeszcze nie widziałam. Prowadzenie samochodu czy przejście przez ulice to prawdziwa sztuka.
Lucjan zabiera nas na tradycyjne śniadanie - gorąca herbatę masala i nalesniki prata. Od tej pory to nasze ulubione dania, nie zapominając o tradycyjnym dalabath, roti, czy pierozkach momo.
Zaraz po sniadaniu udajemy sie taksówką (sama jazda to już wielka atrakcja) do świątyni hinduskiej Pashupatinah. A tu prawdziwy szok! Palenie zwłok, wyrzucanie prochów do rzeki, święte krowy przy swiatyniach. Do tego towarzysza nam wszędzie zabawne małpki.
Zaraz potem zwiedzanie buddyjskiej świątyni Budhny.  Tu świat wydaje sie o wiele bardziej uporządkowany.
Wieczorem spotykamy sie z pozostałymi uczestnikami naszej wycieczki.  Lucjan zamawia obfity dobry obiad- zupę z pierozkami momo, pieczen z bawola. Obiad popijamy zsiadlym mlekiem z ananasem i tradycyjnym napojem z prosa.
Dzień drugi to zwiedzanie liczącego 2000 lat zespołu świątyń Swayanbunat w Kathamndu i podróż malowniczymi terenami do miejsca, z którego rozpoczniemy nasz trekking - Khundi.
Następnego dnia rozpoczyna sie nasza bajka. Wedrujemy drogami i ścieżkami wykutymi w skale, mijamy maleńkie wioski, pola tarasowe zasadzone ryżem, widzimy drzewa cytrysowe czy bananowce, głośne cykady umilaja kilkugodzinne wedrowki. Na ścieżkach mijamy usmiechnietych choć zmeczonych ciężka praca ludzi, beztroskie dzieci. Czasem stado osiolkow wejdzie nam w drogę.
Nocowalismy już w Khundi, Bahundada, Chamche, Baharchap i Chame. Wszędzie spotykamy sie z taka sama gościnnością i serdecznoscia. Humory nam dopisuje, jestesmy zgrana grupa.
Początkowy tropikalny klimat wraz z wysokością zanika. Pola różowe ustępują miejsca wysokogorskiej roslinnosci. Kultura muzulmanska- tybetanskiej. Mijamy wodospady i niezliczone potoki.
Co rusz, na naszych oczach pojawia sie nowy szczyt: Himal Chuli (7893 m npm),  Ngadi Chuli ( Manaslu II).
Dzisiaj widziałam Manaslu (8156 m npm). Widocznosc dopisala. Kręcąc modlitewymi mlynkami proszę by ta bajka trwała jak najdłużej....

No comments:

Post a Comment