Tuesday, 22 October 2013

Przylot Mamy

12 kwietnia 2013 do Calgary nareszcie przylatuje Mama. Lot minal szczesliwie i bez wiekszych przygod. Mamie towarzyszyla Ciocia Jula. Od ponad tygodnia jestem juz na urlopie macierzynskim ale wciaz czekamy na Franka. Spedzam wiec cale dnie z Mama robiac ostatnie zakupy, gotujac i spacerujac po Calgary. Pogoda jest jeszcze ladna - wszedzie panuje zlota jesien i jest dosyc cieplo. Mielismy juz okazje odwiedzic Lake Louise i Moraine Lake. Mama widziala Peyto, Bow, Louise i Moraine Lake. Narazie dalsze wyprawy odlozone jako ze porod moze zaczac sie w kazdej chwili.
Nastepnym razem jak napisze Franek bedzie juz z nami.

Friday, 21 June 2013

Powodz

Od wczoraj (czwartku) miasto jest sparalizowane najwiekszymi od pewnie 100 lat powodziami spowodowanymi ciaglymi opadami deszczu. Zaczelo sie w czwartek rano w Canmore - zniszczona autostrada, podmyte i zalane domy. Juz wieczorem powodz przyplynela do nas i ok 7.30 ciocia byla ewakuowana ze swojego domu. W sumie ewakuowano 25 dzielnic, centrum miasta zostalo zamkniete a ludzie ewakuowani z pracy. W piatek rano  musialam isc do pracy ale z powodu nieustajacych opadow zamknieto oddzial wczesniej i ok 3.00 udalo mi sie szczesliwe dotrzec do domu. Na zakupy sie juz nie wybralam bo okazalo sie, ze niemozliwym jest kupienie podstawowego jedzenia w tym wody. Postanowilam wiec ze to swietna okazja do wyjedzenia wszystkich niepotrzebnych i nigdy nieruszanych zapasow. Byle tylko wody nie odcieli bo bedziemy musieli pic deszczowke.
Z ciekawostek to jeszcze napisze, ze w piatek rano musieli ewakuowac ZOO a zwierzeta pozamykali w celach wieziennych w calgaryjskim sadzie. Jeszcze troche i sceneria zacznie mi przypominac film pt Life of Pie.
Jestem bardzo szczesliwa, ze wybralismy University Hights na nasza dzielnice i chyba nigdy sie stad nie wyprowadzimy.
A jesli chodzi o Maluszka to od zeszlej soboty laskocze mnie w okolicach pepka, codziennie bardzo delikatnie ok godziny 5-6. Dzisiaj poczulam takze, ze Maluszek jakby przeciagnal sie w moim brzuchu. Bylo to bardzo krotkie i ledwo wyczuwalne ale mimo wszystko niesamowite uczucie.
To juz 21 tydzien.... teraz juz z gorki. Nie mozemy sie doczekac.

Friday, 19 April 2013

First picture

Last Wednesday - 17th April 2013 we had second USG. It is called nuchal translucency ultrasound and the reason of the test is assessing whether our baby is likely to have Down's syndrome. We are going to see our Family Doctor who will share more information regarding the  measurements which were taken during the screening soon.  From technologist we found out that the baby is a little bit over 12 weeks, 5.5 cm long, and the heart speed is 166 times per minute which is normal. Due date is October 29th. She showed us baby forehead, nose, chin, stomach, two arms and two legs as well as two hands and two feet.Such a  Miracle growing inside me!
We saw on the screen that the baby was very active, jumping like on the trampoline during the whole test. It was waiving his arms and legs and looked very, very cute. 
Love at the first sight...... 






Wednesday, 13 March 2013

Habemus Papam!

Dzisiaj w pracy bylam swiadkiem wyboru nowego Papieza. Zostal nim Argentynczyk, kardynal Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio. Nowo wybrany Papiez przybral imie Franciszek.

A my dzisiaj idziemy na pierwsze USG brzucha mamy.

Sunday, 3 March 2013

Wieczor panienski

Wczoraj wieczorem dziewczyny urzadzily mi prawdziwa niespodzianke i wspanialy wieczor. Mialam tzn wieczor panienski. Najpierw poszlysmy na kolacje do restauracji Buon Giorno, wloskiej restauracji na 17th Ave. Wiedzialam, ze bedzie nas wiecej ale nie spodziewalam sie, ze przyjdzie az tyle dziewczyn: Marta, Eva, Zofia, Marie-Helen, Tomoko, Janice, Darby, Kinu, Racquel, Melanie.
Po pysznej kolacja Marta nalegala na dyskoteke ale w koncu zdecydowalysmy sie pojsc do dyskoteki ze striptizem Boudoir Rouge. Strasznie sie opieralam, ale co za szalone doswiadczenie to bylo, i chyba nie zalujemy bo ciekawosc zostala zaspokojona i juz do konca zycia nie bedzie nas tam ciagnelo. Ubawilysmy sie co niemiara. Przede wszystkim, ze wygladalysmy tam bardzo normalnie w naszych skromnych sweterkach, jeansach i okularach na nosie. Ja mialam zalozone takie smieszne buty z futerkiem.  Podczas gdy w dyskotece oprocz dziewczyn i mezczyzn tanczacych na rurkach widzialysmy dziewczyny wchodzace do baru w samych majteczkach i stanikach, z torbka przewieszona przez ramie.
Do domu wrocilam ok 10.30. Marta sie smieje, ze troche wczesnie jak na wieczor panienski, ale widocznie sie starzejemy.
Dostalam certifikat do Victoria Secret i kwiaty od Kacperka. Naprawde niezapomniany wieczor.

A dzisiaj nareszcie pada snieg.... drogi sa pewnie nieprzejezdne. Nigdzie nie pojechalismy bo pewnie w gorach duze zagrozenie lawinowe oraz slaba widocznosc. Przyda nam sie taki leniwy dzien w domu. Ukladam zdjecia, robie pranie, nadrabiam zaleglosci w czytaniu.

Sunday, 17 February 2013

Uroczystosci.

9 lutego 2013 w Calgary w obecnosci Cioci Gosi i kolegi Bena odbyl sie nasz slub cywilny. Sama ceremonia byla bardzo krotka, raczej "na luzie" a po wszystkim udalismy sie na dobra kolacje do Himalayan Restaurant.
10 lutego 2013 zaprosilismy do naszego domu przyjaciol by razem obchodzic dzien zawarcia zwiazku malzenskiego oraz moje urodziny. Przyszli: ciocia Gosia, Zosia, Marta, Przemek, Alex, pani Basia (mama Marty), Mathieu, Darby, Tomoko, Robert, Kacper i Timon. Bylo bardzo milo. Jedzenie zafundowal Eric (wieprzowinie, chow mein oraz spring rolls wedlug przepisu z Filipin). Tort zamowialam w Mercato ale to byl niewypal. Caly bialy, strasznie slodki, a do tego z duza warstwa masla na wierzchu.
11 lutego 2013 nic specjalnie sie nie wydarzylo oprocz bardzo burzliwych rozmow z Ericiem na temat przyszlego domu/mieszkania/kredytu hipotecznego.
Nasza dyskusja byla raczej tragiczna i wylalismy tego wieczoru duzo lez.
14 lutego - Walentynki. Nareszcie Erickowi przypomnialo sie, ze lubie kwiaty i przeslal mi do banku roze.

Ostatnie dni mijaja nam na ostatnich przygotowaniach do slubu - Ustalaniu ostatecznej listy gosci, rozmowach z ksiedzem w sprawie sceneriuszu Mszy Swietej, drukowaniu Mszy Swietej, zastanawianiu sie gdzie zaginely nasze metryki chrztu i inne dokumenty, ktore juz dawno powinny byc w Kurii w Lodzi.
Troche zaczyna byc to wszystko stresujace i najchetniej wrocilabym juz do normalnosci.