Dzisiaj jest Wigilia w naszy domu. Przychodzi Ciocia, zjemy wspolnie kolacje a pozniej wybierzemy sie razem na Pasterke.
Wczoraj mielismy Swiateczny obiad wraz z przyjaciolmi i znajomymi. Bylo razem 25 osob (Zosia, Marta, Przemek, Alex, Matthieu, Marie -Helen, Nicholas, Angie i Mitko, Karolina i Michal, Liljanka i Kacper, Perry, Ali, Wil, Gail i Gil, Agnieszka).
Bylo bardzo milo i prawdziwie rodzinna atmosfera.
A Erica Rodzice dostali wize na przyjazd do Europy, bardzo sie ciesza i powoli szykuja.
Wesolych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego Nowego Roku.
Monday, 24 December 2012
Tuesday, 18 December 2012
Odczucia po egzaminie.
Juz od ponad miesiaca jestesmy w Calgary po miesiecznym pobycie w Nepalu. Byla to rzeczywiscie nasza podroz zycia - wrocilam wypoczeta, zmieniona, zaczarowana.
Himalaje przepiekne choc bardzo wysokie, trekking warty polecenia choc meczacy, pogoda piekna choc temperatury niske, jedzenie proste ale bardzo smaczne, ludzie wspaniali, przyjazni, pomocni.
Przez pierwsze dwa tygodnie od powrotu nie umialam sobie znalezc w Calgary miejsca. Wszystko mnie tu przerastalo. Mowienie kredytach hipotecznych nie pomagalo w aklimatyzacji. Tutaj ludzie chca wiecej i wiecej i jak najlepsze. Ludzie w Nepalu - po prostu ciesza sie malymi, przyziemnymi sprawami.
A co nowego w pracy - mamy nowego menadzera Antoniego. Jest bardzo mily i normalny. Jest dosyc mlody wiec nie boje sie mu powiedziec to co mysle. Wlasnie mu powiedzialam ze nie jestem zajeta i nie bede udawala ze jestem jak nie jestem. ;)
Wczoraj podeszlam do kolejnego egzaminu Financial Planning II. Byl bardzo prosty ale ja mam mieszane uczucia. Juz bym chciala znac wynik i zaczac myslec o Swietach.
Beda to pierwsze Swieta w naszym mieszkanku. Ubralismy prawdziwa choinke, ktora co prawda ma bardzo nieregularne galazki ale scieta byla przez nas. Wiec cieszymy sie z takiej jaka jest.
W tym tygodniu jeszcze ostatnie zakupy i gotowanie.
W Wigilie przychodzi Ciocia: bedziemy mieli barszczyk z uszkami, rybe z ziemniakami, rybe po grecku, paszteciki, piernik, kompot z suszu.
25 i 26 odpoczynek, moze narty, moze spotkania z przyjaciolmi.
Sniegu jak narazie nie ma ale liczymy ze za tydzien bedzie.
Jestem ciekawa co przyniesie mi na Gwiazdke Mikolaj......
Himalaje przepiekne choc bardzo wysokie, trekking warty polecenia choc meczacy, pogoda piekna choc temperatury niske, jedzenie proste ale bardzo smaczne, ludzie wspaniali, przyjazni, pomocni.
Przez pierwsze dwa tygodnie od powrotu nie umialam sobie znalezc w Calgary miejsca. Wszystko mnie tu przerastalo. Mowienie kredytach hipotecznych nie pomagalo w aklimatyzacji. Tutaj ludzie chca wiecej i wiecej i jak najlepsze. Ludzie w Nepalu - po prostu ciesza sie malymi, przyziemnymi sprawami.
A co nowego w pracy - mamy nowego menadzera Antoniego. Jest bardzo mily i normalny. Jest dosyc mlody wiec nie boje sie mu powiedziec to co mysle. Wlasnie mu powiedzialam ze nie jestem zajeta i nie bede udawala ze jestem jak nie jestem. ;)
Wczoraj podeszlam do kolejnego egzaminu Financial Planning II. Byl bardzo prosty ale ja mam mieszane uczucia. Juz bym chciala znac wynik i zaczac myslec o Swietach.
Beda to pierwsze Swieta w naszym mieszkanku. Ubralismy prawdziwa choinke, ktora co prawda ma bardzo nieregularne galazki ale scieta byla przez nas. Wiec cieszymy sie z takiej jaka jest.
W tym tygodniu jeszcze ostatnie zakupy i gotowanie.
W Wigilie przychodzi Ciocia: bedziemy mieli barszczyk z uszkami, rybe z ziemniakami, rybe po grecku, paszteciki, piernik, kompot z suszu.
25 i 26 odpoczynek, moze narty, moze spotkania z przyjaciolmi.
Sniegu jak narazie nie ma ale liczymy ze za tydzien bedzie.
Jestem ciekawa co przyniesie mi na Gwiazdke Mikolaj......
Saturday, 20 October 2012
Raport z wycieczki
Do pięknego Nepalu przylecielismy z dalekiej Kanady 13 października. Na lotnisku w Kathmandu przywitał nas uśmiechnięty Lucjan Sztaba z BT Gaudeamus. Od tego momentu wszystko jest niesamowite i wszystko pozostanie w naszych pamieciach na zawsze.
Pierwszego dnia poznajemy nieco chaotyczne Kathamndu. Takiego ruchu na ulicy jeszcze nie widziałam. Prowadzenie samochodu czy przejście przez ulice to prawdziwa sztuka.
Lucjan zabiera nas na tradycyjne śniadanie - gorąca herbatę masala i nalesniki prata. Od tej pory to nasze ulubione dania, nie zapominając o tradycyjnym dalabath, roti, czy pierozkach momo.
Zaraz po sniadaniu udajemy sie taksówką (sama jazda to już wielka atrakcja) do świątyni hinduskiej Pashupatinah. A tu prawdziwy szok! Palenie zwłok, wyrzucanie prochów do rzeki, święte krowy przy swiatyniach. Do tego towarzysza nam wszędzie zabawne małpki.
Zaraz potem zwiedzanie buddyjskiej świątyni Budhny. Tu świat wydaje sie o wiele bardziej uporządkowany.
Wieczorem spotykamy sie z pozostałymi uczestnikami naszej wycieczki. Lucjan zamawia obfity dobry obiad- zupę z pierozkami momo, pieczen z bawola. Obiad popijamy zsiadlym mlekiem z ananasem i tradycyjnym napojem z prosa.
Dzień drugi to zwiedzanie liczącego 2000 lat zespołu świątyń Swayanbunat w Kathamndu i podróż malowniczymi terenami do miejsca, z którego rozpoczniemy nasz trekking - Khundi.
Następnego dnia rozpoczyna sie nasza bajka. Wedrujemy drogami i ścieżkami wykutymi w skale, mijamy maleńkie wioski, pola tarasowe zasadzone ryżem, widzimy drzewa cytrysowe czy bananowce, głośne cykady umilaja kilkugodzinne wedrowki. Na ścieżkach mijamy usmiechnietych choć zmeczonych ciężka praca ludzi, beztroskie dzieci. Czasem stado osiolkow wejdzie nam w drogę.
Nocowalismy już w Khundi, Bahundada, Chamche, Baharchap i Chame. Wszędzie spotykamy sie z taka sama gościnnością i serdecznoscia. Humory nam dopisuje, jestesmy zgrana grupa.
Początkowy tropikalny klimat wraz z wysokością zanika. Pola różowe ustępują miejsca wysokogorskiej roslinnosci. Kultura muzulmanska- tybetanskiej. Mijamy wodospady i niezliczone potoki.
Co rusz, na naszych oczach pojawia sie nowy szczyt: Himal Chuli (7893 m npm), Ngadi Chuli ( Manaslu II).
Dzisiaj widziałam Manaslu (8156 m npm). Widocznosc dopisala. Kręcąc modlitewymi mlynkami proszę by ta bajka trwała jak najdłużej....
Pierwszego dnia poznajemy nieco chaotyczne Kathamndu. Takiego ruchu na ulicy jeszcze nie widziałam. Prowadzenie samochodu czy przejście przez ulice to prawdziwa sztuka.
Lucjan zabiera nas na tradycyjne śniadanie - gorąca herbatę masala i nalesniki prata. Od tej pory to nasze ulubione dania, nie zapominając o tradycyjnym dalabath, roti, czy pierozkach momo.
Zaraz po sniadaniu udajemy sie taksówką (sama jazda to już wielka atrakcja) do świątyni hinduskiej Pashupatinah. A tu prawdziwy szok! Palenie zwłok, wyrzucanie prochów do rzeki, święte krowy przy swiatyniach. Do tego towarzysza nam wszędzie zabawne małpki.
Zaraz potem zwiedzanie buddyjskiej świątyni Budhny. Tu świat wydaje sie o wiele bardziej uporządkowany.
Wieczorem spotykamy sie z pozostałymi uczestnikami naszej wycieczki. Lucjan zamawia obfity dobry obiad- zupę z pierozkami momo, pieczen z bawola. Obiad popijamy zsiadlym mlekiem z ananasem i tradycyjnym napojem z prosa.
Dzień drugi to zwiedzanie liczącego 2000 lat zespołu świątyń Swayanbunat w Kathamndu i podróż malowniczymi terenami do miejsca, z którego rozpoczniemy nasz trekking - Khundi.
Następnego dnia rozpoczyna sie nasza bajka. Wedrujemy drogami i ścieżkami wykutymi w skale, mijamy maleńkie wioski, pola tarasowe zasadzone ryżem, widzimy drzewa cytrysowe czy bananowce, głośne cykady umilaja kilkugodzinne wedrowki. Na ścieżkach mijamy usmiechnietych choć zmeczonych ciężka praca ludzi, beztroskie dzieci. Czasem stado osiolkow wejdzie nam w drogę.
Nocowalismy już w Khundi, Bahundada, Chamche, Baharchap i Chame. Wszędzie spotykamy sie z taka sama gościnnością i serdecznoscia. Humory nam dopisuje, jestesmy zgrana grupa.
Początkowy tropikalny klimat wraz z wysokością zanika. Pola różowe ustępują miejsca wysokogorskiej roslinnosci. Kultura muzulmanska- tybetanskiej. Mijamy wodospady i niezliczone potoki.
Co rusz, na naszych oczach pojawia sie nowy szczyt: Himal Chuli (7893 m npm), Ngadi Chuli ( Manaslu II).
Dzisiaj widziałam Manaslu (8156 m npm). Widocznosc dopisala. Kręcąc modlitewymi mlynkami proszę by ta bajka trwała jak najdłużej....
Thursday, 11 October 2012
Kindle
Jestesmy juz prawie spakowani i jutro o 7 rano spotykamy sie na lotnisku w Calgary i oficjalnie rozpoczynamy nasza wycieczke. Loty mamy do Vancouver, Pekinu, Delhi i Kathmandu.
To chyba bedzie najbardziej meczaca czesc podrozy. Do Calgary wracamy 8 listopada a do pracy 13 listopada. Miesiac odpoczynku od pracy, Calgary, cywilizacji.
Siedze w tej chwili w pracy - tak wlasnie, siedze! bo juz nie mam nic do robienia.
Wszystkie moje sprawy oddelegowane do kolezanek. Fajne uczucie.
A w Calgary dzis spadl pierwszy snieg i paraliz na drogach bo jest slisko i mglisto.
Za miesiac Hana Lee bedzie miala juz dzidziusia, Marta wroci z Alexem z Polski i znow bedziemy mogli sie spotkac i poplotkowac.
A Eric kupi sobie Kindle touch bo chcialam by wiecej czasu spedzal z ksiazke przy mnie a nie przed monitorem komputera.
To chyba bedzie najbardziej meczaca czesc podrozy. Do Calgary wracamy 8 listopada a do pracy 13 listopada. Miesiac odpoczynku od pracy, Calgary, cywilizacji.
Siedze w tej chwili w pracy - tak wlasnie, siedze! bo juz nie mam nic do robienia.
Wszystkie moje sprawy oddelegowane do kolezanek. Fajne uczucie.
A w Calgary dzis spadl pierwszy snieg i paraliz na drogach bo jest slisko i mglisto.
Za miesiac Hana Lee bedzie miala juz dzidziusia, Marta wroci z Alexem z Polski i znow bedziemy mogli sie spotkac i poplotkowac.
A Eric kupi sobie Kindle touch bo chcialam by wiecej czasu spedzal z ksiazke przy mnie a nie przed monitorem komputera.
Thursday, 4 October 2012
Kurs fotograficzny
Jeszcze tylko tydzien i 12 pazdziernika 2012 wyjezdzamy do Nepalu, Kathmandu. Juz sie nie mozemy doczekac. To bedzie nasz miesieczny prawie urlop. Ostatnie tygodnie w pracy byly dla nas bardzo meczace i stresujace. Ja odwolalam nawet z tego powodu egzamin bo czulam sie zbyt obciazona praca, organizacja slubu i wesela, praca w szkole polskiej, kursem fotograficznym. Nadchodzacy weekend to Swieto Dziekczynienia - Thanksgiving. Jest to okazja uczczenia naszej rocznicy bycia razem. 7 pazdzernika 2011 przed polnoca zostalismy z Erickiem oficjalna para. 9 pazdziernika 2011 Eric przyszedl na kolacje i poszlismy razem z Ciocia do kosciola. Swieto to, to okazja do dziekowania Bogu za wszystkie dary. Ja dziekuje takze Bogu za postawienie na mojej drodze Erica.
Friday, 20 July 2012
Zareczyny - Proposal
To najwazniejsze wydarzenie mojego zycia przyszlo tak niespodziewanie.
Podczas burzy i deszczu, moich lez Eric oswiadczyl mi sie.
Bylo to 14 lipca 2012 w czasie schodzenia z gory Buller w Kananasis. Kolejny scramble, ktory przerosl mnie mentalnie i bardzo sie balam ze sie poslizgne na mokrych kamieniach.
W pewnym momencie Eric wyciagnal pierscionek i zapytal sie "Will you merry me?" Oczywiscie zgodzilam sie bez wahania. Pierscionek nie zmiescil sie na zaden palec bo w czasie hiku mam na ogol spuchniete dlonie.
Ciocia stala ponizej i zaczela nas popedzac. Wtedy ja wykrzyczalam "Eric mi sie oswiadczyl!!!".
Po hiku pojechalismy na kolacje do George's Town w Canmore. Bylo bardzo przyjemnie i milo. To restauracja, w ktorej pierwszy raz jadlam obiad z Erickiem.
Ostatni rok z Erickiem to pasmo wielu pieknych wycieczek, szczesliwych chwil, spelniania sie moich marzen.
Poznalismy sie 9 lipca 2011 roku podczas wycieczki w Banff National Park - Storm Mountain.
Nasz zwiazek zapoczatkowalismy 8 pazdziernika 2011 po kolacji w Jubilations Dinner Theatre.
Od stycznia 2012 roku zamieszkalismy razem przy University Drive.
Odkad jestesmy razem wszystko robimy razem i dobrze sie rozumiemy.
Nasze ulubione przygody to romantyczny weekend w Skoki i Assiniboine Lodge, Elizabeth Parker Hut, wycieczka do Jasper, etc. Spotkaly nas takze mrozace krew w zylach zdarzenia - noc spedzona na dworze 25 grudnia 2011 kolo Bow Hut i proba wezwania helikoptera czy tez moj pobyt w szpitalu z powodu zapalenia nerek, mala stluczka samochodowa, ktora wydzarzyla sie 11 lipca 2012.
Teraz myslimy juz o slubie... nauki, wybor kosciola, resturacji, lista gosci, termin.
Nie moge sie juz tego dnia doczekac.
Podczas burzy i deszczu, moich lez Eric oswiadczyl mi sie.
Bylo to 14 lipca 2012 w czasie schodzenia z gory Buller w Kananasis. Kolejny scramble, ktory przerosl mnie mentalnie i bardzo sie balam ze sie poslizgne na mokrych kamieniach.
W pewnym momencie Eric wyciagnal pierscionek i zapytal sie "Will you merry me?" Oczywiscie zgodzilam sie bez wahania. Pierscionek nie zmiescil sie na zaden palec bo w czasie hiku mam na ogol spuchniete dlonie.
Ciocia stala ponizej i zaczela nas popedzac. Wtedy ja wykrzyczalam "Eric mi sie oswiadczyl!!!".
Po hiku pojechalismy na kolacje do George's Town w Canmore. Bylo bardzo przyjemnie i milo. To restauracja, w ktorej pierwszy raz jadlam obiad z Erickiem.
Ostatni rok z Erickiem to pasmo wielu pieknych wycieczek, szczesliwych chwil, spelniania sie moich marzen.
Poznalismy sie 9 lipca 2011 roku podczas wycieczki w Banff National Park - Storm Mountain.
Nasz zwiazek zapoczatkowalismy 8 pazdziernika 2011 po kolacji w Jubilations Dinner Theatre.
Od stycznia 2012 roku zamieszkalismy razem przy University Drive.
Odkad jestesmy razem wszystko robimy razem i dobrze sie rozumiemy.
Nasze ulubione przygody to romantyczny weekend w Skoki i Assiniboine Lodge, Elizabeth Parker Hut, wycieczka do Jasper, etc. Spotkaly nas takze mrozace krew w zylach zdarzenia - noc spedzona na dworze 25 grudnia 2011 kolo Bow Hut i proba wezwania helikoptera czy tez moj pobyt w szpitalu z powodu zapalenia nerek, mala stluczka samochodowa, ktora wydzarzyla sie 11 lipca 2012.
Teraz myslimy juz o slubie... nauki, wybor kosciola, resturacji, lista gosci, termin.
Nie moge sie juz tego dnia doczekac.
Thursday, 3 May 2012
Maszyna Breville
Kolejny spokojny wieczor w domu. Ja przygotowuje sie do sobotnich zajec w polskiej szkole, Eric slucha wykladu o programowaniu. I tak zlatuje nam wieczor za wieczorem. Nie wspomnialam o codziennej pracy do 6 wieczorem i pieczeniu chleba prawie codziennie. Wlasnie upiekla sie babka z aromatem cytrynowo - limonkowym i nie moge doczekac sie rana zeby moc ja sprobowac.
Maszyna Breville to najlepsza nasza inwestycja. Pieczemy prawie co drugi dzien.
Pora spac. Jutro kolejny dzien w pracy. Zapowiada sie, ze bede dosyc zajeta wiec trzeba wypoczac. Lepiej znosze wtedy stres i jestem bardziej produktywna.
Dobranoc.
Wednesday, 2 May 2012
Aster = Asia + Eric
Ciagle jestem w pracy (ale juz tylko fizycznie), czekam tutaj na Erica, by razem moc pojechac odebrac moj samochod z serwisu Toyoty. Dla zabicia czasu postanowilam utworzyc ten blog.
Takie to ostatnio modne - niektorzy lubia pisac o swoim zyciu codziennym a niektorzy lubia czytac o czyims zyciu codziennym.
Jestem bardzo ciekawa jak to sie rozwinie i jak czesto bede tu zagladala.
Eric przyjechal....musze leciec.
Do nastepnego "posta".
Takie to ostatnio modne - niektorzy lubia pisac o swoim zyciu codziennym a niektorzy lubia czytac o czyims zyciu codziennym.
Jestem bardzo ciekawa jak to sie rozwinie i jak czesto bede tu zagladala.
Eric przyjechal....musze leciec.
Do nastepnego "posta".
Subscribe to:
Comments (Atom)
